Seria Jamesa Dashnera

17 stycznia 2022 Irena 0

Nie ma wiele takich serii książek, które tak mocno ujęłyby czytelnika. Oczywiście, wszystko zależne jest od tego, jaki dokładnie gatunek weźmie się pod uwagę. Są osoby, które na pewno wskazałyby swoje ukochane opowieści romantyczne. Niektórzy czytelnicy na pewno z wielką wprawą podejdą do czytania serii sensacyjnych. A są takie osoby, dla których fantastyka jest numerem jeden. To właśnie dla nich dedykowana jest seria Więzień labiryntu książka książka. Autorem tych książek, jakie składają się na całą sagę, jest James Dashner. Wszyscy byli pod zdumieniem wielkiego talentu, który jest dowodem na to, że człowieka można jeszcze zaskoczyć.

Saga “Więzień labiryntu” zyskała tak mocno na popularności, że została ona porównana do “Igrzysk śmierci”, czy też do “Niezgodnej”.

“Więzień labiryntu tom 1”

Czy można wylądować w piekle? W miejscu, które nawet nie pojawia się w najgorszych koszmarach, ponieważ jest tak mocno przerażające? Odpowiedź na to poznają bohaterowie tej książki.

Żaden z nich nie wie skąd się tu wziął. Jedyne wspomnienie to imię. Chociaż to wiedzą o sobie. Pewnego dnia szesnastoletni Thomas budzi się w windzie. Wysiada z niej w miejscu, gdzie zgromadzeni są już inni chłopcy. Wszystkich łącznie jest sześćdziesięcioro. W różnym wieku – od 10 do 17 lat. Dlaczego zostali zgromadzeni w tym miejscu? Odpowiedź znaleźć może się w betonowej budowli, która się przed nimi rysuje. Nikt nie ma śmiałości tam wejść, ponieważ wszyscy czują, że mogą nie wyjść z tego żywi. Tylko że jedyne wyjście znajduje się za tym właśnie betonowym labiryntem. W jakiś sposób trzeba go pokonać.

Nikomu się to nie udało. Czy Thomas może być dla wszystkich nadzieją? Po Thomasie pojawia się pierwsza dziewczyna. Jedyna w tym gronie. Czy to jakiś znak? Główny bohater czuje, że może to być klucz do rozwiązania zagadki, ale jeszcze nie wie jak sobie z tym poradzić. Każdego dnia betonowy labirynt zmienia swoje ustawienie, co nie lada utrudnia rozwiązanie zagadki. Czy Thomas i jego kompanii w końcu sobie poradzą?

 

Najpierw nadszedł rozkaz zagłady

7 stycznia 2022 Irena 0

Fantastyka prezentuje różnorodne oblicza. Dlatego można chyba posunąć się do stwierdzenia, że wiele osób lubi ten gatunek. Chociaż kochają oni fantastykę w najróżniejszym wydaniu. Prezentowana jest ona przez tylu twórców, że każda osoba jest w stanie znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.

Jeżeli ktoś lubi nieco mroczne propozycje, które przenoszą do wymyślonego świata, to James Dashner ma idealną propozycję. Jest nią Więzień labiryntu książka. Tak nosi tytuł pierwszy tom, jak również cała saga, która już kilka lat temu na dobre wkradła się do serc wielu czytelników. Tak, są to na pewno książki dla ludzi o mocnych nerwach. Dla takich, które na chłodno podchodzą do tego, co przeczytają. Pierwszy był “Więzień labiryntu tom 1″. W późniejszym okresie powstały kolejne tomy, jak również uzupełnienia (o ile tak można je nazwać).

“Rozkaz zagłady tom 0,5”

Wydarzenia, które rozegrały się przed tomem pierwszym. Osoby, które już wcześniej poznały tom pierwszy i kolejny, nie mogą pominąć “Rozkazu Zagłady”. Jest tu wyjaśnione wiele sytuacji, które miały wpływ na to, co rozegrało się w późniejszym czasie.

Co się stało, zanim powstał betonowy Labirynt, gdzie wylądował Thomas razem ze swoimi towarzyszami. Skąd brali się Streferzy? Czym była Pożoga? Wiele zagadek, które w końcu doczekają się wyjaśnienia. Nie zabraknie tu emocji, które są tak doskonale znane wszystkim fanom tej niesamowitej serii.

Zanim powstał Dreszcz, zanim zbudowano Strefę, rozbłyski słoneczne wypaliły powierzchnię Ziemi, zabijając większość populacji globu. Tak naprawdę najgorsze miało dopiero nastąpić. Mark i Trina przetrwali. Chociaż sami nie wiedzą, jakim cudem im się to udało. Można by powiedzieć, że teraz będzie już spokojnie. Wcale tak nie będzie. Okazuje się, że wirus zaczyna szerzyć się wśród ludzi, którzy przetrwali. To dopiero ich początek walki o przetrwanie. Rozbłyski to tak naprawdę nic w porównaniu z tym, co właśnie nadeszło. Wszystko ma swoją cenę. Nawet człowiek, który niekiedy wart jest więcej martwy niż żywy.